;(

Conan, Conan nom nom nom

Ostatnio wreszcie się zebrałem i kupiłem sobie trochę Conanów. Antykwariaty rządzą i w me ręce wpadło za bezcen Conan Wojownik, Conan: Droga do Tronu, Conan: Godzina Smoka oraz ma się rozumieć Conan z Cimmerii. Jednak prawdziwa perełka to kupione w Empiku za 25 zł, anglojęzyczne wydanie Conan Chronicles – nie edytowane, nie cenzurowane (a Conan nieraz padał ofiarą cenzury), bez bzdurnych, dopisywanych z zapisków Howarda przez innych opowiadań, zbiera prawie wszystkie Conanowe twory autora, bez względu na to czy je skończył czy nie. Dodatkowo, samą akcję rozpoczął Karl Wagner, co tylko wzmagało moje multiorgazmy przy czytaniu.

Najlepszy wpis na forum ever

Cóż, nawet gdym trawiony w gorączce i chorobie, gracze owego narodu dbają o me dobre samopoczucie. Z forum CDAction, temat o nowym numerze, nie pytajcie jak ten post trafił w moje ręce:

“Co prawda rzadko się tu wypowiadam, ale niestety musze coś napisać. Same zmiany w CDA osobiście mi nie przeszkadzają – z wyjątkiem dodanych recenzji gier konsolowych – nie podoba mi się tylko pewnien tok rozumowania redaktorów. Mam na myśli artykuł Huta pt: “Krótki film o miłości” i do niego głównie chciałbym sie odnieść. Oczywiście zaznacze, że absolutnie moim celem nie jest obrazić ani “dokopać’ nikomu z redaktorów, co więcej bardzo ich szanuje i doceniam ale…

Przede wszystkim obserwując rynek gier nie sposób zauważyć, że PC najzwyczajniej zdycha. Wystarczy poobserwowac statystyki, znajomych którzy grają czy przestudiować empiki. Szkoda trochę, że redakcja prowadzi pewną propagande, która ma na celu podnieść na duchu (?), albo może przygotować czytelników na przykre zmiany w elektronicznej rozrywce, które zajdą zapewne w niedalekiej lub dalekiej przyszłości. Przykładem jest ów artykuł. Hut wyrażnie pisze o wojnie pomiędzy konsolowcami i PC-towcami oraz próbuje…no właśnie…”Gracze innych platform – łączcie się”. Jednak już sama koncepcja wyjściowa tekstu jest błędna. Nie ma bowiem wojny pomiędzy PC i konsolami, wojna to jest pomiędzy kibolami Wisły a Cracovii. Co najwyżej są róznice pomiędzy kontrolerami. Tiaa, tu jest diabeł ukryty. Może nie zgłebiajmy się w różnice pomiędzy padem a klawą, bo one sa dla każdego oczywiste (a szczególnie dla ludzi z redakcji którzy w więksości wychowali się na blaszakach), choć ktoś może napisać, że to szczegół i że się czepiam. No cóż, wystarczy tylko zaobserwować co przez 20 lat zaoferował nam PC (czyli klawiatura), a co oferuje nam konsola (czyli pad). Dlatego “konsolowca z gumowca nikt raczej walić nie zamierza”, znacznie lepiej wypadałoby “klawiaturą rozprawić sie z konsolowa kreaturą” jak pisze autor, a raczej z jej ograniczonym kontrolerem. Szkoda, że Hut nie wspomina o tym, ograniczając się do wojny stricte pomiędzy samymi platformami. Tymczasem, wielu graczy przesiadłoby się pewnie z chęcią na druga platformę gdyby tworzono gry pod doskonalszy kontroler, albo dawano wybór (to akurat PC oferuje)

Oczywiście, jakie to ma znaczenie to o czym pisze? Ano takie, że PC (gry na klawę) umieraja, aż w końcu zemrą na amen. RPG-i, Strategie, Przygodówki, Taktyczne nawet FPS-y. Zostanie nam tylko wybór pomiędzy “siecz, walcz i rąb”, a “siekaj, tłucz i tnij” który oferuje konsola (pad). Oczywiście uogólniam, ale wiadomo o co chodzi. Wachlarz jaki zaoferował nam PC przez okres jego trwania jest 10 razy większy, niż jaki oferuje nam konsola. Przyszłość dla graczy nie wygląda więc różowo, w Baldur’s Gate juz sie nie pogra, UFO:Enemy Unknown też nie, Larry też umarł, Stracraft się obroni, ale Age of Empires juz nie. Zostaną nam Bayonetty, Gears of Warsy, Army of Two i Killzony, czyli nomen omen – z grubsza jedno i to samo. Rozumiecie? nawet Mass Effect 2 jakby też RPG-iem przestawał być. wink_prosty.gif

Redakcja CDA nie wspomina o niewątpliwym problemie. Bo udaje że go nie ma. Smugg pisze “PC upada od 2000″. Heh.
Dziwne zatem, że dopiero 6 lat po jakimś sensownym istnieniu konsol (licze, ze od 2004 możecie mnie poprawić) CDA przypomina sobie, że konsole też są grami i zaczyna poświęcać im więcej miejsca. Ot tak nagle. Wcześniej zapominał? No cóż, wczoraj była jedna strona o konsolach, dzisiaj jest 10, a jutro będzie 100 i cover. Oficjalnie nic sie nie dzieje, PC ma się dobrze. Taa, oficjalnie. A nieoficjalnie? I tu trafiam do sedna, o co mi chodzi. O to, że redakcja nie napisze obiektywnego artykułu o stanie obecnym jaki mamy (PC), tylko mami nas tekstem Huta. Ale napisanie czegoś takiego byłoby przeciez strzałem w stopę, nadal CDA czyta przecież głownie PC-towiec. Zatem trza najpierw przygotować grunt i zmienić taktyke. Co nie? Oczywiście nie mam pretensji do nikogo, chleb trzeba przecież za coś kupić a to rynek ustala reguły gry. Szkoda tylko trochę, że redakcja mija sie specjalnie z prawdziwym stanem rzeczy i częstuje czytelników jakimis dziwolągami. A ze młodzież jest młoda a więc podatna to uwierzy.

Hut pisze o jakichś dziwnych pomysłach mało znaczącego islandzko – chińskiego studia i średnio znaczącej gry jaką jest EVE. Widzi w tym rozwiązanie problemu. Potem przedstawia nam pomysł rodem z naprawde prawdziwego fiction o przyszłości bez platform. Szkoda tylko że nie pisze czy będzie to przyszłość bez platform na klawiature czy na pada? No właśnie, tu już jest cichutko. Niby mamy się połączyć, ale jak połączyc klawe z padem?

No cóż, przyszłość rysuje sie naprawde źle. Kilka lat a komputer PC będzie nie celem, a środkiem. Będzie służył tylko tworzeniu gier. Bedzie tylko w firmach, służył tylko do pracy itp itd. Wraz z nim odejdą piękne historie, przygodówki, wspaniałe RPG-i, strategie, świetne gry taktyczne. Odejdzie piękno i zróżnicowanie. Zostaną same puste FPS-y z niedoskonałym systemem trafiania, zwykłe rąbanki i sportowe. I może to będa gry dobre, ale będzie to jedno i to samo. Szkoda, że CDA nic o tym nie napisze, powoli tylko przestawia się na odpowiedni rynek i pisząc z rózowymi okularami jakieś dziwne, niesamowite historie.

Oczywiście, chciałem na koniec dodać, że szanuje CDA i doceniam pracę redakcji. Pozdrawiam ją również. To co napisałem, chciałbym być w ogromnym błędzie. Może CDA (którzy są specjalistami, siedzą w rynku przecież) zmieni moje zdanie jakimś rzetelnym, prawdziwym artykułem, gdzie tak naprawde są gracze (wszyscy) i w jakim kierunku zmierza branża.”

Komentarz? Chyba zbędny. Po raz kolejny przekonuje się, że jest naprawdę niewielki procent ludzi, którzy w dowolnym temacie wykraczają poza podobne rozumowanie. Niestety, ten niewielki procent to w dużej mierze też ludzie w wielu tematach o których mówią nie wyedukowani, czy po prostu pyszni. Stąd, sumując, wracam grać w nisz-gierki 2D.

DarkStalkers [']

Czuję w kościach, że najdalej za rok Capcom zapowie kontynuację serii na silniku Street Fightera IV.

SNK + Atlus?

SNK Playmore podjęło jedną z najlepszych decyzji od czasu zmartwychwstania. Od teraz dystrybucją ich gier do landów białych barbarzyńców zajmować się będzie Atlus USA. Co to znaczy? Przede wszystkim – wydawcę, który trzyma kontakt z klientem. Wydania limitowane. Artbooki. OSTy. Bonusy wszelkiej maści. Przystępne ceny, dodatki i szansę na zachodnie wydania takich gier jak choćby The King of Fighters 2002: Unlimited Match, czy Garou PS2.

Od swojego zmartwychwstania SNK ma pewien problem. Pomimo, że spora część ich gier jest cholernie dobra (KoFy, SS6, NGBC itd) to jednak brakuje im szczypty geniuszu którą kiedyś posiadali. Oraz, przede wszystkim, marketingu na poziomie, umiejętności podlizania się graczom, którzy zamiast dobrej bijatyki, wymagają klepanki wypchanej setkami dupereli. Być może, wraz z Atlusem, wreszcie uda im się połączyć ogień z wodą. Oby – SNK potrzebuje kasy, lepszego wizerunku na zachodzie i zabezpieczenia, żeby mogli wreszcie zrobić pełnoprawnego KoFa. Atlus ma szansę pomóc im w realizacji tych celów. Oby.

Treasure, czyli chyba czas pokończyć ich gry

Jak na prawdziwego, żałośnie zakochanego w 2D fanbojka niszowych firm przystało, stwierdzam że czas wreszcie skończyć wszystkie gry Treasure. Gdy tylko uporam się z sesją, zgodnie z częstotliwością wpisów na tym blogu, możecie się spodziewać roku z Treasure. Hurra.

Opętani

Skonczyłem wczoraj czytać “Opętanych” Chucka Palahniuka. I muszę przeczytać ich drugi raz bo sam nie wiem co sądzić o tej książce. Pomimo to – podziękowania dla sponsora mojej kopii.

Najlepsze artykuły o Final Fantasy. Dekady. Wszystkich dekad.

Jak rzygać to szynką

Polska i gry wideo. Temat rzeka, temat godny opracowań naukowych na światowym poziomie. Temat… nudny. Bo można go opisać zdaniem “w Polsce jest jedna religia dotycząca gier wideo”. Ale od początku:

Polscy gracze to ogólnie rzecz biorąc hobbiści, którym wydaje się, że są rodzajem wyższego odbiorcy, jednak interesuje ich głównie granie tanie, lekkie i przyjemne. Jednak powoli coś się dzieje – konsole z dnia na dzień stają się coraz bardziej popularne. Rozrywka jaką są gry wideo od dawna jest już masowa i oczywiście nie ma w tym nic złego. A raczej nie byłoby, gdyby nie dorabiano im ideologii tam gdzie nie jej nie ma lub być nie powinno. Niestety, w krajach, gdzie nie ma tolerancji pomiędzy posiadaczami różnych platform sprzętowych – jakoś tak jest dziwnie.

Nie trzeba być ani specjalnie bystrym, ani specjalnie wykształconym, żeby stwierdzić że PRAWIE każda inteligentna osoba, która uważa gry wideo za coś ponad chwilowy zabijacz czasu na godzinkę-dwie tygodniowo będzie multiplatformowcem. Wiara w prawdy absolutne w stylu “dobre gry istnieją tylko na PC” jest głupotą. Albo nie – idiotyzmem. Widziałem już wiele w polskim internecie. Zbyt wiele. Ale oto onet.pl, wspaniały onet.pl zdobywa ode mnie oreder uśmiechu. Za tekst.

http://gry.onet.pl/28061,1587140,artykul.html

Na szczęście czasy frustrowania się tym co wypisują takie istoty minęły mi z dobre pół dekady temu, jednak po czytaniu takich wynalazków raz-dwa na kwartał mam duży niesmak w ustach. I właśnie mam zamiar się go pozbyć. Bo zęby myję.

Tekst mający obalać mity o konsolach jest jednym z najbardziej tendencyjnych, słabych i nierzeczowych tekstów jakie miałem nieprzyjemność czytać. Oczywiście, w Polsce, jedyną słuszną religią jest granie na pecetach, stąd autor dostał owację na stojąco od rzesz 15-letnich, przyszczatych fanów Dungeon & Dragons i przeklinania online w sieciówkach, a świetny kontr-tekst Urala, który zbijał z łatwością słabe argumenty autora – został zjechany z góry na dół. Za swoją rzeczowość. Zresztą spójrzcie sami na argumenty czytelników przeciwko konsolom:

“”1) gra na konsoli zawsze wygląda tak samo, chodzi płynnie, nie wymaga od nas żadnej technicznej wiedzy i grzebania w ustawieniach (wkładamy płytę z grą i gramy nie przejmując się niczym)”

Z czego może pośrednio wynikać, że konsola jest dla głupszych – o przepraszam – mądrych inaczej.”"

Kontra roku – coś Ci działa = jesteś idiotą.

Ale wróćmy do głównego wątku. W tekście po raz kolejny możemy dostać banalne do zbicia i głupie argumenty – gry na konsole są takie i owakie, gry na konsole kosztują 260 zł (w życiu nie zapłaciłem tyle za konsolowy tytuł), pecet ma więcej gier (ma, ale większość z nich … trafia do czeluści piekła i pisemek poniżej 10 zł), czy wreszcie porównywanie zarobków obu rynków. Już pal licho, że autor zapewne znów porównał je na podstawie koronnego argumentu pecetowców – raportu z którego wynika, że EA zarabia dobrze na pececie a Blizzard to chyba jeszcze lepiej. Lekko gorzej, że autor nie zwrócił uwagi, że EA zarabia najlepiej na Wii (wiecie, taka konsola), a Blizzard jakoś tak gier na konsole NIE WYDAJE.

Zresztą rozbieranie tego tekstu na czynniki pierwsze zostało wykonane przez Urala i nie widzę konieczności zbijania wszystkiego po kolei. Szczególnie, że mamy tam takie kwiaty jak czepianie się głośności Xboxa 360 – wiecie, XO ma świadczyć o dziesiątkach konsol. Bo przecież mój SNES to tymi kartridżami (wiecie, takie dyskietki) robił hałas na pół łosiedla.

Ale za to ja jeszcze dołożę może swoje mity – żeby autor mógł zarobić kolejną stówkę. Może pójdzie na jakieś studia, czy coś. Albo zrobi kurs koparki i wreszcie zacznie zarabiać i więcej i z większym pożytkiem dla społeczeństwa.

“Skomplikowana gra musi mieć sterowanie zajmujące całą klawiaturę” – ba, przecież inaczej będzie tylko prostą popierdółką dla konsolowców, którzy od lat wydają krocie na debilne gierki.

“Dragon Age i gry na Infinity to jedyne dobre RPGI” – Ba, “nie zbijalny” argument. Podobnie jak to, że konsole mają gorszą grafe od PC bo DA wygląda na nich gorzej. Eh, wiedziałem że z konwersją tej gry będą same problemy… najgorsze jest jednak to, że w swoim fanatyźmie gracze nie zauważają setek innych gier, dobrych gier RPG…na peceta. Połowa for internetowych płacze za kolejnymi grami na Nieskończoność, zupełnie nie interesując się indie RPG. Całkiem podobnymi.

“Bijatyki to banalny gatunek” – Jak ja to kocham ;) Szczerze, to zupełnie subiektywna opinia, ale w moim przekonaniu bijatykom i RTSom jest znacznie bliżej do siebie, niż RTSom i strategiom 4X.

I można tak dalej i dalej i dalej. Konsole nie mają strategii, pokemony to zło, szatan gra na pececie, kościół jest zły bo narzuca nam religię, a jedyną religią Trół gracza jest pece, który jest dla inteligentnych graczy. Przypomnę tylko delikatnie, że to na PC spolszcza się każdą, najprostszą nawet grę. Angielski – to zbyt wymagający język.

Konsole są casualowe. Jasne. Tyle, że NIE OBCHODZI NAS, DOROSŁYCH GRACZY MAINSTREAM. Mam gdzieś w co gra John K. i czy jest to komercyjny szit, czy naprawdę dobra, wyreklamowana gra. Nie obchodzi mnie, czy siedzi przy konsoli 10, czy 24 godziny na dobę. Wreszcie nie obchodzi mnie ile, który portalik dał jakiej grze. Obchodzą mnie gry dobre. Oceniane przez ludzi na poziomie, w gatunkach które lubię. Uwielbiam bijatyki. Kocham RPGi. Wyznaję dobre action-adventure. I poza 20-30 pozycjami na pececie nie miałbym czego szukać w tym gatunku, podczas gdy konsole zaskakują mnie kilka razy w miesiącu jakimiś ukrytymi perłami. Kocham wybór. Uwielbiam mieć dostęp do jak największej ilości dobrych gier. I to, że ktoś całe życie gra w dwa MMORPGi, w życiu nie zrobił nic konstruktywnego, ale musi się dowartościować tym, że ładuje masę kasy w pc – mnie nie obchodzi.

Niech żyje w swoim świecie, gdzie każdy pecetowiec ma wielkiego penisa, same najlepsze gry, masę przyjaciół, muskulaturę, gdzie każdy użytkownik pc trzyma go do konstruktywnych rzeczy, programowania, sztuki, tworzenia muzyki, a przy okazji gra w wybitne, dostepne tylko dla inteligencji gry. Przecież siedzenie godzinami na naszej-klasie i trzepanie sie przy redtube.com to tylko wymysł komuchów takich jak ja. Albo, pani, to te murzyny z zagranicy tak robią. Ale to pewnie i tak nie na pc, tylko na macach, albo chociaż pod linuxem. No chyba, że przez PS3 jak już ktoś wie, że tak się da. W końcu to pewnie oni trafiają na mój blog wpisując “rżnięcie siostry” i “demo Dragon Age” (serio, dwa najpopularniejsze wyniki wyszukiwania mła blożka)

Dajmy pecetowcom oceniać platformery. Niech dresiarze oceniają Mickiewicza. Niech motocykliści testują odrzutowce. W końcu wszyscy znamy się na wszystkim, hurra ! Pracując w fabryce na stanowisku montażysty silników, będę znał się na montażu podzespołów w mig, hurra ! Eh chyba Freud miał rację, że ludziom siada na mózg z braku seksu.

Dyskusja internetowa z jakimkolwiek człowiekiem o wąskich horyzontach… Boli. Broń buk, żebym uważał się za gracza doskonałego. Za odbiorcę na poziomie – tak, ale nie za ostatniego sprawiedliwego, zmieniam zdanie często, często znajduję nowe, growe fascynacje, czy inaczej postrzegam dane, kultowe dla mnie tytuły. Czasem nawet sprawia mi przyjemność granie w tytuły, które uważam ogólnie za dno dna. Jednak kupowałem swoje konsole. Każdy świadomy gracz, który ma konsolę w tym kraju – zarabiał na nią i wiedział w co pakuje kasę. Ja wiedziałem jakich gier chcę i dlaczego ich chcę.

Niestety problem jest w tym, że tacy dziennikarze są do bólu stronniczy. Jeszcze gorsi są ich fani, fanatycy. Widziecie ja też potrafię korzystać z słownika internetowego, wikipedii, wyników badań, które mi pasują oraz zastanawiać się cały dzień nad ripostą udając, że dyskusja mnie nie obchodzi. Szkoda tylko, że najwięksi krzykacze w kółko powtarzają te same argumenty, których nawet nie trzeba zbijać – fakt ich wyciągania, jest równoważnikiem argumentu nazizmu w dyskusji. Nie da się dyskutować o grach z osobą, która na grach się nie zna.

“To JA, a nie TY zarabiam na pisaniu o grach” – hah. Pewnie ktoś tak rzuci. Tylko, że pisanie za kasę o grach nie jest aż tak bardzo trudne jak się umie lizać dupe i pisać pod publiczkę. Co prawda zdarzało mi się upaść czasem niepokojącą nisko (ah ta młodość i pisanie scenariusza do FF7-2, ah te płomienne recki z dużą ilością powtórzeń), ale nigdy nie upadłem do poziomu tego szamba. Tłumaczenie recek, pisanie ze screenów, kradnięcie zagranicznych opisów – norma na stronach o grach wideo w Polsce. Zresztą, o przekrętach pisali lepsi ode mnie. Zabawne jest tylko to, że im ktoś ma mniej argumentów do dyskusji, tym częściej stwierdzi że to on jest profesjonalistą.

Rozumiem, że dla Polaka, w czasie dyskusji normą jest wykorzystywanie technik neutralizacji. Pecetowy dziennikarz growy się nie myli. Myli się świat, konsolowcy, multiplatformowcy, wyniki badań, historia gier wideo. Każdy, tylko nie on. Ale nie zmienia to faktu, że prowadzi to do ukrytych dewiacji. Polskie dziennikarstwo growe jest na niższym poziomie niż powinno być. Jednak gdy wielokrotnie już myślałem, że wiele tekstów które czytałem o grach w tym kraju jest na poziomie dna – zawsze ktoś mnie zaskakiwał. A dopóki jedyna dłuższa i “konstruktywna” krytyka portali o grach będzie się opierać na dopieprzaniu się języka, a nie treści tekstów – niewiele się polepszy.

Ogólnie rzecz biorąc – jestem zwolennikiem karania dziennikarzy za wprowadzanie w błąd i kreowanie opini powodujących ograniczenie rozwoju człowieka. Media mają ogromny wpływ na to jacy ludzie są, a dziennikarze mają wiekszy wplyw na to niz im sie wydaje. I o ile w wielu miejscach wymaga się tego i owego od krytyka filmy, czy literatury – tak w przypadku pisania o grach starczą chęci, pisanie jakiś czas za free i w miarę dobry komputer. Oczywiście – ktoś zakrzyknie – ale dochodzić do takich wniosków, gdy tylko chodzi o gry?!?!

Jasne, tylko taki lulz pojawia się wszędzie. Tylko nie czytam już nawet stron o polityce, czy też blogów “oświecających” motłoch – zbyt szkodziły mi na wątrobę. Zamach na demokrację? Nie, tylko wymóg żeby ludzie kiedyś zaczeli samodzielniej myśleć. Naprawdę, to aż tak nie boli.

Zły recenzent/dziennikarz nie tylko obraża mnie. Obraża czytelnika – inteligentnego. Czytelnikowi niezbyt rozgarniętemu, czy też podlegającemu jeszcze rozwojowi – wyrządza ogromną krzywdę w sferze poznania, emocjonalnej i psychicznej. Wreszcie – obraża, podważa i dyskredytuje świetną gałąź rozrywki bez której nie miałby swoich jedynych słusznych gier (gier, gierki są na konsolach) na pecety. Bez Mario nie byłoby ID Software, bez SEGI 3D rozwijałoby się wolniej, bez NESa krach gier wideo nie ustąpiłby szybko. Ten tekst nie tylko jest słaby. To jest obraza 40 lat konsolowego gamingu. Tysięcy świetnych gier, milionów pasjonatów którzy tworzą i grają. Czy naprawdę warto było to robić za 100 zł?

Widocznie tak. BO TO SOM KOMUCHY PANIE

Chętnie zobaczyłbym wreszcie kilka dobrych tekstów o grach wideo na dużych portalach, nie tylko growych. Graczy, ludzi, konsumentów trzeba edukować od małego i mówię tutaj poważnie jako bloger i odbiorca – szerokie horyzonty i postawy nonkomformistyczne względem jakiejkolwiek formy sztuki i rozrywki są koniecznością w tym kraju, jeśli kiedykolwiek mamy mówić o dobrym dorobku kulturowym obecnej Polski. W zamian gotów byłbym nawet zacząć sensowniej pisać. Albo płacić tą stówę “autorom”, żeby teksty ala onetowy NIE powstawały.

To byłaby dobra wymiana. Wystarczająco dobra.

Pozdrawiam

Pita

PS: Jeśli ten tekst przeczytają więcej niż 3 osoby, spodziewam się debilnych ataków w stylu czepiania się warstwy językowej, mojego pisania na tawernie, pg i gry.o2 oraz wielu, wielu innych. Tylko wiecie, nie przekręcajcie nazwiska.

PS2: link do tekstu Urala  http://gry.onet.pl/28061,1588714,1,artykul.html

PS3: Link do innego tekstu, w sposób bardziej rzeczowy i lżejszy rozbijający argumenty onetowego mistrza pió…klawiatury (i myszy ma się rozumieć). Z Peacegrenade.

Dragon Quest III GBC

Seria Dragon Quest jest serią… nierówną. I to bardzo. O ile w Japonii jest kochana od zawsze i zapewne zawsze kochana tam będzie, tak u nas – a landach białych – bum na nią zaczął się dopiero od ósmej części. Znaczy się bum z prawdziwego znaczenia. Niestety problem jest taki, że zagrać w parę Dragon Quest to jak zagrać w każdego, ale jeśli warto zagrać w jakieś – to powinny to być część III i VI. Niezwykłe, zbalansowane, rozrywkowe i wciągające – stanowią świetne podsumowanie dorobku serii i po prostu nie dają się specjalnie nadgryźć zębowi czasu. Dragon Quest III w wersji na Gameboya Colora to najlepsza, dostępna po angielsku wersja trójki – wzbogacona o nowe zadania, zbieranie medalionów, podkręcona graficznie w stosunku do oryginały i oldscholowa w dobrym tego słowa znaczeniu. Gra się w nią znacznie lepiej niż w remaki na DSa i dodatkowo przez obniżenie sztucznie zawyżanego poziomu trudności z jakiego słynie seria – jest tytułem wybitnie rozrywkowym i dobrym jako “lekki” jRPG po jakiś poważniejszych bądź/i bardziej męczących grach.

Sam tak naprawdę preferuję spin-offy tej serii – z Monstersami z GBC i Mysterious Dungeonami na czele, ale naprawdę cieszę się, że nawet wśród wielkich marek można jeszcze znaleźć ukryte perełki. Dragon Quest III GBC to gra, której naprawdę warto dać szansę.

Następna strona »